
![]() |
9 marca 2012 |
Piątek, 9 marca 2012 był wyjątkowym i ekscytującym dniem dla Gromady "Muszelki". Wszystkie moje skrzaty przyszły na zbiórkę w bardzo dobrym nastroju i podekscytowane, gdyż wiedziały, że czeka na nich dzisiaj niespodzianka. Z niecierpliwością ruszyliśmy w kierunku naszego stałego miejsca. Zanim jednak tam dotarliśmy, wszyscy zakryli sobie oczy i wyobrazili, że jesteśmy na wielkiej wyprawie, w ogromnej dżungli. Ostrożnie przedzieraliśmy się pomiędzy drzewami, czując ich dotyk. Gdy dotarliśmy na polanę, słychać było śpiew ptaków, a gdy odsłoniliśmy oczy, zobaczyliśmy, że jesteśmy otoczeni różnymi dzikimi i egzotycznymi zwierzętami. Były tam: foki, żaby, papugi,
owieczki, króliki, osiołki i wiele, wiele innych. Następnie poszłam po naszego honorowego gościa Pingwina o imieniu Natalia S. Przyjechał on do nas prosto z Antarktydy. Nasz gość opowiedział nam historię swojego życia i jak przyjechał do Kanady, zwiedzając wcześniej Biegun Północny, Paryż, Egipt i oczywiście Polskę, gdzie odwiedziła "Babcię Pingwinek":
"Witajcie skrzaty! Dzisiaj chciałam Wam opowiedzieć historie o mim życiu i przygodach. Urodziłam się na Antarktydzie, gdzie jest bardzo, bardzo zimno. Ale moja specjalna skóra chroni mnie przed bardzo niską temperaturą. Kiedy miałam 4 lata, zdecydowałam, że jak urosnę, to będę podróżować po świecie. Najpierw pojechałam na Biegun Północny i tam zobaczyłam dużo niedziwiedziów polarnych. A nawet Świętego Mikołaja. Święty Mikołaj powiedział mi, że widzi on: Tolę, i Ellę, i
Wiktora, i Myę, i Olę, i Anais, i Marcela, i Joshua, i Nadię, i Wiktora, i Douggie, i Maddie i Oliwię, i Victorię, i powiedział, że muszą być grzeczne na zbiórce, albo nie przyniesie prezentów. Potem Rudolf podrzucił mnie do Egiptu. Było tam fajnie i bardzo bym chciała tam wrócić. Tam poznałam tygrysy, lwy, pająki i różne ptaki. Poszłam też odwiedzić piramidy, gdzie spotkałam samego faraona. Powiedział mi on, żeby pozdrowić skrzaty od niego. Przy pracach wykopaliskowych udało mi się znaleźć mumię. Potem leciałam samolotem, pierwszy raz w życiu i leciałam do Paryża. Ojej, jak tu jest pięknie. Ale nie widziałam żadnych zwierząt, tylko ludzi. Zauważyłam, że było tam bardzo dużo turystów i robili bardzo dużo zdjęć. Miałam okazję poznać wielu znanych muzykantów. Kolejnym miejscem jakie odwiedziłam, była Polska. Pojechałam tam pociągiem. Zamieszkałam u Babci Pingwinek i dziadka Pingwinek, i kuzynki Pingwinek. Moja Babcia gotowała smaczne jedzenie i ciasto. Byłam bardzo smutna, kiedy musiałam wyjechać od rodzinki Pingwinka. Teraz jestem u Was, w Kanadzie i będę opowiadać o Was mojej Babci. Zapraszam Was, żebyście czasem przyjechali mnie odwiedzić."
Po tak pouczającej historii, skrzaty miały okazję do zadawania pytań. Następnie zaczęliśmy się bawić w grę, gdzie każdy skrzat musiał znaleźć rysunek zwierzątka, na którym było napisane jego/jej imię. Kiedy już wszyscy stali przy swoich rysunkach i zobaczyli jakie zwierzątko jest narysowane, musieli je następnie znaleźć albo w lesie albo w wodzie. Pod każdym zwierzątkiem była umieszczona zielona kartka, która zawierała pytania o ich zwierzątku:
- Kto ja jestem?
- Gdzie ja mieszkam?
- Co ja jem?
- Jaki odgłos robię?
Po zakończeniu tej bardzo ekscytującej gry, Pani Pingwin i ja rozdaliśy wszystkim Skrzatom małe dyplomy z
kwalifikacją na "Znawcę zwierząt", a wraz z nimi guziczki.
Jako specjalny poczęstunek, na specjalną okazję, poprosiłam naszego specjalnego gościa o ugotowanie i poczęstowania nas swoją ulubioną potrawą. Była ona bardzo smaczna.
Jestem pewna, że jeszcze przez długi czas będziemy pamiętać tę zbiórkę i odwiedziny Pani Pingwin. Dziękujemy bardzo Pani Pingwin. Do zobaczenia.
Czuwaj!
dhna. Emilka U.
| Galeria zdjęć: |
![]() |
4 marca 2012 |
Czuwaj!
4 marca 2012 miałyśmy nasz zuchowy kominek i spotkałyśmy różne szczepy z Ontario. Śpiewałyśmy piosenki i bawiłyśmy się w różne gry. Każdy szczep miał swoją piosenkę lub wiersz. Na kominku tym spotkałam koleżankę, z którą chodzę do tej samej szkoła, a nawet mojej klasy. Ma ona na imię Jessica.
Nasza gromada miała pomocnicę. Na imię miała ona Patrycja i jest ona moją starszą siostrą. Na głowie miałyśmy antenki, żeby wyglądać jak ufoludki. Nasz wierszyk był następujący:
"To nasza ziemia, kula olbrzymia,
Mieszkamy na niej, mocno nas trzyma.
I leci z nami w przedziwny sposób.
Przez czarną, zimną przestrzeń Kosmosu."
Po kominku mieliśmy pizze, ciasteczko - brownie i soczek.
Kominek trwał długie 2 godziny, ale było bardzo fajnie.
Czuwaj,
Sylwia R.
* * * * * * * * *
Nasze zuchy i skrzaty odniosły wielki sukces na kominku zuchowym i skrzatowym.. Byli fantastyczni. Przyjechało 11 skrzatów i 9 zuchów. Nasz szczep powinien być z nich bardzo dumny i zasługują oni na duże brawa.
Czuwaj!
dhna. Emilka U.

![]() |
25 luty 2012 |
Czuwaj!
Gratulacje dla chłopców Juniorów ze szczepu "Podhale" za zajęcie I miejsca w zawodach siatkówki, które miały miejsce 25 lutego 2012 roku w Port Credit Hight School. Mieliśmy znakomity dzień razem. "Rzeka" i "Podhale" zrobili
dobrą robotę grając razem, jako drużyna. Chłopcy seniorzy zdobyli II miejsce, brakło im tylko 2 punkty. Również dziewczęta juniorki zajęły V miejsce. Seniorki zdobyły IV miejsce, a wędrowniczki V.
Sobotę zaczeliśmy od spotkania o godz. 8:30. O godz. 9:00 zaczęły się gry, i zaczęła się walka do końca. Szkoła ma 2 sale gimnastyczne. W jednej odbywały się zawody, a druga służyła do ćwiczeń i rozgrzewki. Wieczorem zostaliśmy zaproszeni na pyszną kolację, a później odbył się kominek.
Mamy nadzieję spotkać wszystkich za rok oraz życzę wszystkim powodzenia.
Czuwaj,
Ewelina J.
Galeria zdjęć |
|||
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Wspomnienia harcerki Patrycji R. |
Jechałyśmy do Montrealu pociągiem. Kasia i ja byłyśmy partnerkami w pociągu. Na początku podróży obydwie czytałyśmy, ale ja ciągle Kasi przerywałam, bo do niej gadałam. O 7:30 Julia dała mi gumisie, a ja poczęstowałam ją pączuszkami, ale ona powiedziała, że może później. Tak więc Kasia i ja zaczęłyśmy znowu rozmawiać. Po jakimś
czasie przyszedł mężczyzna i sprzedawał napoje po $2. Jak mężczyzna poszedł, Kasia zaczęła znowu czytać, a ja siedziałam cicho. Po jakimś czasie ja i Karolina poszłyśmy sprawdzić nasz bagaż. Potem zdjęłam moje buty i postanowiłam ich nie zakładać, dopóki nie dojedziemy do Montrealu. Później rozmawiałam z innym harcerkami, a potem zaczęłam patrzeć jak Patrycja i Agata grają w "Mario" na DS lub DSI.
W końcu na miejscu!!!!! Jeszcze nie, zatrzymaliśmy się, ale nie w Montrealu. NIE!!!!! O 9:30 zaczęłam znowu czytać książkę pt. "Wizard Test" i skończyłam o 10:00. Potem usiadłam z Patrycją, Zuzanną i Agatą. Gadałyśmy i grałyśmy razem, aż do przystanku w Ottawie. Niestety w Ottawie musiałyśmy sie poprzesiadać, bo bardzo dużo osób wsiadało do pociągu. Tak więc wróciłam do Kasi, która dalej czytała lub patrzyła się przez okno - przez całą podróż. Kiedy została tylko godzina jazdy, zaczęłam chodzić po pociągu...
Podczas pobytu w Montrealu nie miałam czasu na pisanie, ponieważ nasze dnie były wypełnione zajęciami. Jednego dnia poszłyśmy do kościoła na mszę. Msza ta była po francusku i nie zrozumiałam ani jednego słowa. Tylko na koniec zaczęli tłumaczyć na angielski. 
Innego dnia poszłyśmy oglądąc igloo i weszłyśmy chyba do każdego, aby zobaczyć jak wygląda w środku. Robiłam dużo zdjęć prawie każdego pokoju na pamiątkę. Zanim jednak poszłyśmy oglądać igloo, poszłyśmy do jedynej restauracji lodowej w Ameryce. W tej restauracji mieli najwieksze menu jakie kiedykolwiek widziałam - 6 dań: kanapki, makaron z serem, zupę, a na deser mus. Były też różne napoje.
Po zwiedzaniu igloo poszłyśmy pozjeżdżać na oponach i na linie. Było bardzo fajnie, bo w pewnym momenci wszystkie harcerki zjechały na oponach razem. Na zjeżdżaniu na linie też było fajnie. Po każdym zjeździe powinnam była zdejmować pasy, ale ja i kilka innych harcerek po prostu przechodziłyśmy na początek i zjeżdżałyśmy dalej.
Innego dnia byłyśmy zobaczyć "Festiwal świateł". Było tam bardzo fajnie i była też ogromna zjeżdżalnia lodowa, na którą wszystkie poszłyśmy.
Jeszcze innego dnia chodziłyśmy po Starym Montrealu. Robiłam tam bardzo dużo zdjęć na pamiątkę. Robiłam też zdjęcia nazwom ulic, bo musiałyśmy znaleźć jak najwięcej ulic, które mają w nazwie "saint". Stwierdziłam, że tak będzie szybciej, niż zapisywać na kartce. Mój zastęp wygrał i dostałam w nagrodę scyzoryk.
Któregoś wieczoru poszłyśmy na łyżwy na godzinę lub dwie. Uczyłyśmy wtedy Kasię jak jeździć na łyżwach. Było bardzo fajnie, ale ja ciągle upadałam i zbiłam sobie troche to i owo, ale nie popsuło to mojego dnia.
Biwak był super. Następny wyjazd to zimowisko, już za kilka tygodni.
Czuwaj!
Patrycja R.
Wspomnienia druhny Emily U. |
Spotkałyśmy się na Union Station w centrum Toronto o 6:15 rano, w piątek 17 lutego 2012. O 6:40 wsiadłyśmy do pociągu VIA Rail i odjechałyśmy w kierunku Montrealu. Wszystkie byłyśmy bardzo zmęczone, ale w świetnym humorze, ponieważ z niecierpliwością oczekiwałyśmy przyjazdu do Montrealu.
Pociąg przyjechał do Montrealu około 13:30 i zajęło nam trochę czasu za nim znalazłyśmy nasze zakwaterowanie w "Franciscaines Missionnaires De Marie". Naszą gospodynią była Siostra Krystyna. Ona i wszystkie pozostałe zakonnice były bardzo gościnne, opiekuńcze i robiły dla nas wszystko, abyśmy były bardzo zadowolone z pobytu.
Przygotowywały nam także wyśmienite posiłki podczas naszego pobytu.
W piątek po obiedzie, udałyśmy się do "Montreal en Lumiere". Był to festiwal świateł. Było tam wiele atrakcji, takich jak występy na żywo, diabelski młyn, różni sprzedawcy oraz ogromna zjeżdżalnia lodowa, którą byłam przerażona. Bałam się na nią iść, ale później okazało się, że nie była wcale taka straszna.
W sobotę poszłyśmy do parku z lodu "Jean Drapeau". Mogłyśmy pozjeżdżać na oponach oraz na linie. Na lunch skorzystałyśmy z okazji i poszłyśmy do jedynej restaruacji lodowej w Ameryce Północnej. Była to rewelacyjna atrakcja, ponieważ budynek, stoły i krzesła
były wszystkie zrobione z lodu i jestem przekonana, że większość z nas zapamięta to doświadczenie do końca życia. Następnie miałyśmy czas na chodzenie i zwiedzanie wioski lodowej, a w niej światowej sławy hotel lodowy i kaplica lodowa. Wszystko to wykonane było w całości z lodu. Wieczorem udałyśmy się na górę Mount Royale, z której widać było panoramę Montrealu i pojeździłyśmy na lyżwach przez godzinę i pół.
W niedzielę poszłyśmy na mszę do Katedry Notre Dame. Dekoracje i architektura zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz katedry była bardzo piękna. Po mszy miałyśmy trochę czasu na zwiedzanie Starego Montrealu. Na lunch udałyśmy się do bazar Jean Talon, gdzie mogłyśmy skosztować różnych tradycyjnych potraw z regionu Quebec. Po kolacji udałyśmy się ponownie do Starego Montrealu i miałyśmy określone zadanie do wykonania w naszych zastępach. Następnie udałyśmy się na festiwal "Montreal en Lumiere", ale tylko po to, aby dowiedzieć się,
że w niedzielę zamykają wcześniej. Zdecydowałyśmy zorganizować sobie własną rozrywkę. Harcerki wymyśliły bardzo zabawny pokaz dla mnie, druhny Agata i druhny Camilli. Kiedy ludzie na ulicy to zobaczyli, to dziwnie się na nas patrzyli.
W poniedziałek rano pojechałyśmy na wycieczkę do oratorium św Józefa, gdzie zwiedziliśmy piękny kościół. Po lunchu przyszedł czas na wyjazd do Toronto. Wszystkie byłyśmy bardzo niezadowolone, ponieważ bardzo dobrze się bawiłyśmy. Było wiele śmiechu i rozrywki w wykonaniu wielu "aktorek" w naszej grupie. Z niecierpliwością oczekujemy na kolejny biwak.
Czuwaj!
dhna. Emily U.
![]() |
Galeria zdjęć |
![]() |
Co słuchać u "Rybek"? |
Przez ostatnie parę tygodni, starsza gromada skrzatów pracowała nad grzybkiem "Król Błystek". Uczyliśmy się o historii Króla Błystka, o życiu w okresie średniowiecza, smokach i rycerzach. Wykonywaliśmy różne prace związane właśnie z tym temat, np. malowanie smoków i zamków.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
W zeszłym tygodniu tematem naszej zbiórki były "Walentynki". Tego dnia skrzaty zrobiły kartki walentynkowe w kształcie serduszek. Były to kartki dla rodziny i ukochanych najbliższych.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Następnym zbliżającym się dużym wydarzeniem jest kominek skrzatów i zuchów. Tematem tegorocznego kominka jest "Kosmos" i nasze skrzaty będą się uczyć piosenki związanej z tym właśnie tematem. Mam nadzieję, że zajmiemy pierwsze miejsce.
Czuwaj,
dhna. Joasia
Co słychać u "Muszelek"? |
Z końcem listopada, zaczęliśmy pracować nad grzybkiem "Zoo". Mieliśmy okazję zapoznać się z życiem i warunkami w jakich żyją nasze najbardziej ulubione dzikie zwierzęta, a także zwierzęta domowe. 
Każdą naszą zbiórkę rozpoczynamy od naszej skrzatowej piosenki "Pośród Traw" i każdy skrzat ma bardzo dobry humor i z niecierpliwością czeka, aby dowiedziecieć się, o jakim zwierzątku będziemy sie uczyć danego dnia. Napięcie wzrasta z każdym
krokiem, kiedy to przemieszczamy się do naszego wspólnego kącika na korytarzu i ja, drhn. Emilka rozpoczynam swoją opowieść o danym zwierzątku. Na zakończenie opowieści, każdy skrzacik jest ekspertem na temat danego zwierzątka i wie jakiego jest koloru, co je, gdzie mieszka i jakie wydaje dźwięki.
Pierwszego dnia mieliśmy dyskusję na temat zoo, co zwierzątka tam robią i okazję do narysowania naszych ulubionych zwierzątek. Skrzaty zawsze były zafascynowane majsterkowaniem, jakie wykonywaliśmy na każdej
zbiórce, np.:
- Dzień Słonia - z papierowych talerzyków zrobiliśmy głowy słoni
- Dzień Pingwina - z papierowego pudełka po jajkach zrobiliśmy pingwina - to majsterkowanie skrzaty
lubiły najbardziej
- Dzień Małpy - papierowe maski, własnoręcznie pokolorowane przez skrzaty, a następnie wykorzystaliśmy je podczas naszego wspólnego tańca małpkowego
- Dzień Żyrafy - kukiełki z papierowych torebek, pomalowane farbami
Oprócz majsterkowania i słuchania opowieści, bawiliśmy się w różne gry, np.: "wesoły słoń", "pingwin" oraz "stary niedźwiedź mocno śpi", które idealnie pasowały do naszych tematów zbiórek.
Przez te kilka miesięcy nauczyliśmy się bardzo dużo nowych i interesujących faktów o naszych ulubionych zwierzątkach.
Czuwaj! |

![]() |
16 grudnia 2011 |
|
16 grudnia przy wigilijnym stole zgromadziły się wszystkie harcerki ze Szczepu "Rzeka". Każda z nas przyniosła potrawę wigilijną. Na poczatku naszego spotkania pomodliłyśmy się modlitwą harcerską. Na naszym stole było dużo różnych smakołyków, np. pierogi z serem, kapusta z grzybami, sałatka, ziemniaki, ryba, śledzie oraz sałatka jarzynowa i kilka innych smacznych sałatek. Na deser były dwa ciasta oraz domowej roboty ciasteczka i bałwanki z marshmallows. Miałyśmy wspaniały czas jako siostry - harcerki. Rozmawiałyśmy na różne tematy, a szczególnie o nadchodzących świętach. Dla mnie była to pierwsza harcerska Wigilia, którą będę zawsze pamiętała! Czuwaj! Ania N. |
|
![]() |
9 grudnia 2011 |
"9 grudnia 2011 roku, Szczepy "Podhale" i "Rzeka" poszli w odwiedziny do Domu Kopernik, aby pokolędować. Dom Kopernika to jest Polski Dom Seniorów.
Przygotowaliśmy wspólnie godzinny koncert. Śpiewaliśmy kolędy i inne
harcerskie piosenki. Jedna z naszych harcerek, Ania W. zaśpiewała solo piosenki i wszystkim bardzo się to podobało. Na końcu naszego koncertu rozdaliśmy seniorom drobne upominki gwiazdkowe, przygotowne przez naszych zuchów. Seniorzy, w podziękowaniu za koncert, przygotowali nam ciastka i gorącą czekoladę. Bardzo pyszne to było.
Wszyscy byli zadowoleni z tej wizyty. Fajnie jest zrobić komuś miłą niespodziankę".
Czuwaj,
Agata P.
Galeria zdjęć: |
![]() |
16 grudnia 2011 |
Od początku roku harcerskiego, ciągle uczymy się nowych rzeczy. Rozpoczęłyśmy od sprawności "Gosposia". Każdy
Zuch miał swoją książeczkę kucharską. W niej znajdowały się m.in. nasze przepisy na różne słodkości, obecność oraz punktacja. Także uczyłyśmy się zastawić poprawnie stół. Pamiętamy że widelec jest
po lewej stronie, a nóż po prawej! Zorganizowałyśmy rozgrywkę: zuchy były podzielone na dwie grupy.
Najpierw grupy biegały po szkole szukając przedmiotów znajdujących się na stole podczas posiłku. Później, jak najszybciej musiały zastawić poprawnie stół - najpierwi położyć obrus, później nóż, widelec, łyżkę, talerz i szklankę. Grupa która najszybciej i poprawnie wykonała polecenie zdobyła dodatkowe punkty.
Podczas robienia tej sprawności, zuchy piekły także małe babeczki (cupcakes). Cała szkoła ładnie pachniała dzięki naszym gosposiom. Nauczyłyśmy się mierzyć składniki i wyrabiać ciasto. Ależ pyszne były te nasze babeczki! Dziękujemy gosposi Oli za obecność na każdej zbiórce i za staranie się bycia dobrą gosposią!
Czuwaj!
dhna. Weronika W.
![]() |
5 grudnia 2011 |
6 grudnia obchodzone są bardzo ważne imieniny. Są to oczywiście imieniny Św. Mikołaja. Jak co roku, nasze KPH wraz z naszym szczepem oraz szczepem "Podhale" zorganizowało w kościele Św. Teresy w Toronto Mikołajki dla naszych najmłodszych oraz dzieci z parafii. O 12:30 nasz szczep wraz ze szczepem "Podhale"
wziął udział w nabożeństwu. Następnie wszystkie dzieci zeszły na dół do sali parafialnej, aby spotkać się z bardzo niecierpliwie oczekiwanym gościem. Nasze skrzaty, zuchy oraz harcerki i harcerze otrzymali gorący posiłek oraz picie, a potem już tylko czekanie. Wszyscy milusińscy zgromadzili sie pod sceną i cierpliwie czekali. Długo nie musieli czekać. Mikołaj dobrze wiedział, kiedy przybyć. Po krótkim przywitaniu i szybkiej organizacji, dzieci zaczęły otrzymywać paczki. Pomagały w tym Mikołajowi nasze harcerki oraz harcerze.
Na spotkanie z tak ważnym gościem przybyły też dwie nasze harcerki, które obecnie nie uczestniczą w zbiórkach, ale w poprzednich latach prowadziły gromadę skrzatów i zuchów. Mowa tu o dhna. Kamili i dhna. Victorii. Dhna. Kamila
przyjechała z cała swoją rodziną, no i oczywiście ze swoją kilku miesięczną córeczka - przyszłym skrzatem.
Bardzo dziekujemy Mikołaju w imieniu wszystkich dzieci i do zobaczenia za rok!!!
Galeria zdjęć: |
Msza Św. | Spotkanie z Mikołajem |

![]() |
6 listopad 2011 |
6-go listopada w Etobicoke, odbyła się coroczna odprawa, w której wzięły udział wszystkie funkcyjne i zastępowe w hufcu. W odpr
awie tej brały udział: drużynowa Joasia G., Caroline R. i Emilka U. - funkcyjne skrzatów. Obecna była także Natalie L. - drużynowa zuchów oraz nasze zastępowe harcerek: Agata P., Monika R. oraz Marysia S. W czasie odprawy, nasze funkcyjne miały okazję nauczyć się dużo różnych gier i zabaw, które będą mogły wykorzystać w programach na
szych jednostek. Był to bardzo intesywny i udany dzień. Wiele instruktorek podzieliło się swoją wiedzą z młodszymi wodzami. Zadaniem każdego szczep było przygotowanie jednej gry dla pozostałych uczestników. Nasz szczep przygotował obrzęd zakończenia odprawy, który nasze wędrowniczki przygotowały w imieniu naszego szczepu. Nasze wodze miały też okazje zapoznać się z innymi funkcyjnym z całego hufca oraz ze swoja referatką phm. Krystyną Sader.

![]() |
28 października 2011 |
Jak co roku, na zbiórce poprzedzającej Halloween, zorganizowaliśmy Halloween. 
Drużynowe skrzatów przygotowały dla najmłodszych kącik z rzeczami wiedźmy. Był tam "możdżek", "oczy i nos", "włosy" i inne rzeczy, które skrzaty miały dotykać z zamkniętymi oczami. Niektóre skrzaty okazały się sprytniejsze od drużynowych i wcześniej podejrzały, co znajduje się w pojemniczkach, a dopiero potem dotykały.
Dużo pracy, wysiłku i pomysłu włożyły przede wszystkim harcerki, które dla mlodszych jednostek przygotowały nawiedzony dom. Okryte to było wielką tajemnicą i żadna harcerka nie mogła ani zuchowi, ani skrzatowi nic o tym powiedzieć. Miała to być
niespodzianka. Wszystkie harcerki poprzebierały się w kostiumy, a drużynowa zaznaczyła jeszcze, że jeśli któraś z harcerek będzie przebrana za dobrą postać, to ma z niej zrobić straszną postać. Były wiedźmy, była zła Myszka Miki, chirurg z zakrwiawioną piłą, wilkołak, diablice, kujony, zła kocica. Był to nawiedzony dom z prawdziwego zdarzenia.
Harcerki wysłały swego ducha, aby przyprowadził najpierw zuchy. Wprowadzano je po 4 osoby na raz.
Światło było oczywiście zgaszone, a cały dom był pogrążony w ciemności. Jedyne światło jakie dochodziło to przez malutką szybkę w drzwiach wejściowych.
Stwory wyskakiwały z szafek, schowane pod stołami łapały za nogi. Było dotykanie różnych, przedziwnych rzeczy, które w dotyku były obrzydliwe. Było trochę pisku, wrzasku, strachu, ale i śmiechu. Potem przyszła kolej na skrzaty. Nasza najmłodsza gromadka już pod drzwami do nawiedzonego domu trochę się przestraszyła i nie wszystkie dzieci chciały wejść. Padła więc komenda drużynowej harcerek: ciszej, bez krzyków i wrzasków, spokojniej. To są małe dzieci, żeby się nie przestraszyły i nie rozpłakały. Weszły tylko te najodważniejsze, prowadzone przez drużynowe przebrnęły przez nawiedzony dom. Część wyszła na własnych nogach, część wyniosły drużynowe na rękach, wtulone w szyję.

Na koniec nasze harcerki poszly ocenic wcześniej wykarbowane przez harcerzy dynie. Ciekawe, która dynia wygrała?
Galeria zdjęć: |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Wspomnienia komendantki phm. Agaty Zubor |
![]() |
W tym roku, od 8-go do 10-go października Szczep Rzeka zorganizował biwak „Picasso” poświęcając go hiszpańskiemu malarzowi Paublo Picasso. Naszym hasłem było “Ja nie szukam, Ja odkrywam”. W czasie biwaku harcerki zamieniły się w malarki i odkryły swóje nowe talenty. Pracowały nad sprawnością „Malarka 1”. Podczas biwaku musiały zbudować swoje własne ramki, naciągnąć na nie płutno i farbami namalować dzieła malarskie.
Doskonale im to wyszło. Wszyscy byli bardzo zaskoczeni ich dziełami, nawet nasi goście. Można je było podziwiać w galerii malarstwa, którą harcerki same zorganizowały podczas naszego tradycyjnego, gościnnego obiadu z indykiem.
Obrazy te będzie można nabyć podczas karnawałowej zabawy KPH organizowanej w styczniu przyszłego roku, podczas c
ichej aukcji.
Harcerki malowały także obrazy kredkami olejnymi. Był to krajobraz naszych pięknych ontaryjskich Kaszub.
Nasz biwak był bardzo intesywny i twórczy. Harcerki musiały wykazać się dużą wyobraźnią i włożyć dużo pracy i pomysłu w każde dzieło.
Oprócz malarstwa harcerki pracowały także nad sprawnością „Grzybiarki”. Nauczyły się o różnych jadalny i nie jadalnych grzybach, jak i gdzie grzyby rosną, jak ich szukać i jak rozpoznawać. Miały też okazję osobiście wybrać się na grzybobranie. Wynik tego grzybobrania okazał się doskonały. W czasie gdy harcerki chodziły po lesie szukając grzybów, nasze wędrowniczki
przygotowywały nam niespodziankę: upiekły nam babeczki, które wyglądały jak grzybki.
W sobotę, razem ze szczepem „Podhale” miałyśmy wycieczkę nad Jezioro Gun, a następnie Górę Trzech Krzyży. W wielkim upale harcerki i harcerze dzielnie maszerowali pod stromą górę, a po drodze przy stacjach specjalnie zorganizowanych przez naszą Kadrę, słuchali o 10 prawach harcerskich i ich znaczeniu. Widok z Góry Trzech Krzyży był niesamowity. 
Cała ta wyprawa nie obyła się bez przygód. Szczep Podhale miał za zadanie rozpalić ognisko nad jeziorem Gun. Pięknie je zbudowali, wszystko przygotowali, ale był jeden mały problem. Nikt nie przyniósł zapałek. No i teraz co? Trzeba było kombinować. Na początku pożyczyli od jednej harcerki okulary i myśleli, że w ten sposób uda im się zapalić, ale bez większego powodzenia. Nie poddając się szukali innego rozwiązania. Na drzewie wisiał sznurek, dosyć wysoko. A więc misja była odbicia sznurka z drzewa. Wspólnymi siłami i wielką determinacją, inżynierowie zaczęli wymyślać drabinę: harcerz na barana, wspinanie po gałęziach, i tak dalej.
Po zbudowaniu leśnej drabiny jeden z harcerzy wspiął się po niej i zaczął odplątywać sznureczek z gałęzi. Reszta harcerzy przyrzymywała drabinę, aby się nie przewróciła.
Sukces! Misja zdobycia sznureczka zakończona! Teraz trzeba było wykombinować drugą część narzędzia do rozpalenia ognia. Dużo czasu im to nie zajęło. W końcu to inżynierowie. Poszło im to jak po maśle. Był sznurek, był kijek na łuk. Tyle tylko, że sznureczek niestety nie przeżył i pękł im w trakcie próby rozpalenia ognia.
![]() |
![]() |
Mimo wielu starań i ciężkiej pracy w celu uzyskania chociaż jednej iskierki i misji zakończonej klęską, wszyscy dobrze się bawili i wszyscy z niecierpliwością i zainteresowaniem oczekiwali końca tej misji, mając nadzieję na pozytywne jej zakończenie.
Wieczorem, tego samego dnia miałyśmy wspólne ognisko z innymi szczepami, które także spędzały swój czas na Kaszubach. Ognisko było częscią obrzędu szczepu „Podhale” i zakopanie ich kapsuły czasu z pamiątkami upamiętniejącymi ich rocznicę 50-lecia powstania. W niedzielę natomiast, ognisko spędziłyśmy tylko z naszym bratnim szczepem „Podhale”. Odwiedziła nas wtedy druhna Edyta, zawsze mile widziana i specjalnie zaproszona na to ognisko. Poprowadziła nawet swoją ulubioną grę/piosenkę. Była to okazja do spoktania się ze swoimi harcerkami oraz poprowadzienia krótkiej gawędy, gdzie wspominała okres, kiedy to ona była harcerką i jak bardzo jest zadowolona i dumna, że miała tak wspaniałą szansę należeć do harcerstwa i do szczepu „Rzeka”. Mówiła, że to, co się nauczyła i doświadczyła w harcerstwie wzbogacilo jej życie prywatne i przypomina wszystkim, aby nigdy nie zapomnieli jaki to jest honor należeć do harcerstwa z tak bogatą tradycją. Bardzo za nami teękni i jakby tylko mogła, to by wrócila jak najszybciej. Druhna Edyta mieszka teraz w London, Ontario i niedawno ukończyła studia, a teraz próbuje się dostać na stomatologię. Edytkę zawsze widzimy na Kaszubach podczas Thanksgiving weekend i już drugi rok z rzędu nas odwiedza. Za każdym razem nie może się doczekać, kiedy się z nami spotka.
Podczas naszego biwaku jedna z naszych harcerek Sylwia D. miała pasowanie na wędrowniczkę i oficjalnie wstąpiła do drużyny Labirent. Rok ten rok będzie dla niej próbą, okresem reflekcji nad sobą. Życzę jej powodze
nia i dużo nowych przygód.
Również Ania B., która była oboźną biwaku, podczas osatniego ogniska, otrzymała ostatni stopień harcerski w drużynie, stopień samarytanki. Jej także życzę dużo powodzenia i mam nadzieję, że jej determinacja pozwoli jej wejść w nowy etap pracy na stopień instruktorski. Ania już od paru lat dzielnie pracuje w szczepie i wierzę, że jest gotowa na dalszą drogę harcerską.
3 dni spędzone na Kaszubach upłynęły nam w atmosferze zabawy, rozrywki i odpoczynku. Pogoda była fantastyczna, nic tylko słońce i upalna pogoda podczas całego biwaku.
Czuwaj,
Komendantka Biwaku Picasso
phm. Agata Zubor
![]() |
Zastęp "Barwna Czerwień" |
Ja, Ewelina, Patrycja i Marysia wstałyśmy w sobotę o 5:00 rano, żeby dojechać na Biwak “Picasso” na Kaszuby, na godzinę 10:00 - 11:00. Nasze pierwsze zajęcie odbyło się na zewnątrz, przy jeziorze, gdzie nauczyłyśmy się o malarzach. Tam też malowałyśmy obrazy kredkami olejnymi. Później wyruszyłyśmy do “Gun Lake” i na Górę Trzech Krzyży. W “Gun Lake” harcerze próbowali rozpalić ognisko, ale nie mieli zapałek. Kiedy wróciłyśmy na stanicę. Miałyśmy wolny czas.
Miałyśmy dobrą kolację, a potem poszłyśmy na wspólne ognisko ze szczepami „Podhale”, „Baltyk” i „Szarotki”.
W nocy nie mogłyśmy spać, to wyszłyśmy na zewnątrz i grałyśmy w berka. Było bardzo fajnie. To była nasza kara o 2:00 rano. A w nocy alarm dzwonił 4 razy. I nagle: po-buuuuuuuuuuu-dka! Wstałyśmy rano i miałyśmy gimnastykę.
Po śniadaniu miałyśmy mszę, a po mszy, w drodze powrotnej na stanicę, oglądałyśmy i zbierałyśmy grzyby. Także w czasie naszej grzybowej wycieczki zbierałyśmy patyki na nasze ramki na późniejsze zadanie.
Na stanicy na zewnątrz malowałyśmy farbami obrazy na płótnie.
Miałyśmy wielką kolację ze wszystkimi, szczepem „Podhale” i naszym KPH. Bardzo dużo wolnego czasu po, więc grałyśmy w gry z harcerzami. Kiedy nadszedł czas na ognisko, graliśmy i śpiewaliśmy dużo piosenek i było bardzo przyjemnie. Po ognisku na stanicy grałyśmy z harcerzami w inne gry i jadłyśmy muffiny. Wieczorem, przed spaniem poszłyśmy jeszcze na teren „Podhala” i trochę harcerek grało w “Man Hunt”. Kiedy wreszcie wróciłyśmy na stanicę, poszłyśmy spać. Tym razem spałyśmy bardzo dobrze.
Na następny dzień, w poniedziałek, zaraz po śniadaniu już się pakowałyśmy, bo był to ostatni dzień biwaku.
Zastęp "Szalone Pędzle" |
Sobota, nasz pierwszy dzień zaczął się rozpakowywaniem biwaku. Potem dzień był wspaniały, poszłyśmy koło jeziora i malowałyśmy obrazy aż do pory obiadowej. Po obiedzie wyruszyłyśmy do „Gun Lake” ze szczepem „Podhale”. Było bardzo śmiesznie, bo okazało się, że „Podhale” miało se zrobić tam objad (kiełbaski), ale nie wzięli zapałek. Próbowali
różne sposoby na rozpalenie ogniska. Jak się okazało, że to sie nie uda, wyruszyliśmy na Górę Trzech Krzyży. Dzień zakończył się wspólnym ogniskiem na Millenium.
Niedziela pobudka! Nikt nie chciał wstać, bo się włączał alarm w nocy. Jak wstałyśmy, zrobiłyśmy gimnastykę, zjadłyśmy i wyruszyłyśmy do kościoła. Po kościele malowałyśmy na polu. Było superowo, bo miałyśmy inspiracje na malowanie czegoś. Wszyscy się pobrudzili farbami. W czasie malowania zjadłyśmy kiełbaski, a potem znajdowałyśmy patyczki do ramek naszych obrazów.
Pod wieczór miałyśmy wielką kolację ze wszystkimi, a po kolacji miałyśmy wolny czas, to grałyśmy z harcerzami w różne gry. Dzień się zakończył wspaniałym ogniskiem, a po ognisku miałyśmy nocną grę z harcerzami na „Podhalu”.
O! Także znajdowałysmy grzybki i jadłyśmy muffiny.
W poniedziałek, dzień się zaczął gimnastyką i śniadaniem. Jak zjadłyśmy, to pakowałyśmy nasz biwak i nasze ciuchy. Teraz siedzimy i piszemy do Ciebie kroniko.
![]() |
Pisarka Nieznajoma |
Sobota: dzisiaj rano przyjechałyśmy około godz. 10:00. Kiedy wszystkie harcerki były obecne, oprócz niektórych wędrowniczek, poszłyśmy malować kredkami olejnymi koło jeziora na malych płótnach. Uczyłyśmy się też trochę o Picassie. Potem miałyśmy obiad i zajęcia z harcerzami ze szczepu „Podhale” na „Gun Lake” i Górze Trzech Krzyży. Po powrocie na stanicę, zaczęłyśmy budować nasze własne ramy, obciągać je płótnem i szykować do malowania na następny dzień.
Bez zapałkowe ognisko |
A więc przygoda się zaczyna. Wybraliśmy się do Gun Lake na zwykłą wędrówkę, która szczerze mówiąc, powina być prostą sprawą. Głodni i zmęczeni dotarliśmy do naszego punktu wycieczki.
Wszyscy harcerze zaczęli się rozglądać za drzewem do naszego ogniska. Jak już prawie skończyliśmy budować nasze ognisko, druh Hawrysz się spytał:
“A kto przyniósł zapałki?”
“O”, reszta odpowiedziała
"Nie ma co się martwić!” jeden krzyknął.
Plan „B” już był stworzony, na ratunek zgłodniałym harcerzom z surowymi kiełbaskami.
Pierwsze, trzeba zorganizować przybory do naturalnego rozpalenia ognia. A więc szybko oglądając się w około, ktoś zauważył sznurek wiszący wysoko na gałęzi. O to najważniejsza część skąplikowanej konstrukcji, ale wisi wysoko i
jest zahaczony dosyć mocno. Nastąpiły pożądne, matematyczne kalkulacje i wymiary drzewa. Znaleziono dużą gałąź i oparło się ją o drzewo ze sznurkiem. Najodważniejszy harcerz wspiął sie po tej gałęzi (niechcący depcząc po palcach innych), aby odzyskać sznurek, który był naszym najdrogocenniejszym skarbem. Z tego sznurka był zrobiony łuk. Rozpoczęliśmy drugi etap planu.
Dziura w kawałku kory od drewa musiała być wyrzeźbiona.
Po długich godzinach rzeźbienia dziury kuchennym nożem i scyzorykiem, przyrząd do rozpalenia ognia był gotowy do sprawdzenia. Łuk był zrobiony z mniejszej gałązki i znalezionego sznurka. Umieściliśmy łuk w deseczce z dziurką i używając podstawowej zasady tarcia, ocaleni tej tragicznej wyprawy zaczeli wirować patyk ku tej deski z dziurką. Niestety, już nadeszła późna godzina i zaczeło się robić ciemno. Biedny, doszczętnie wyciągnięty sznurek nie wytrzymał swojej próby i pękł. Sznurek NIE był mocniejszy niż ta deska z kory.
Nasz plan został odwołany.
Zdenerwowani,
zmęczeni,
wygłodzeni,
wykończeni,
zmartwieni,
zrozpaczeni,
kompletnie: fizycznie i emocjonalnie załamani,
źli,
ale pełni determinacji i dumni, wymaszerowaliśmy spowrotem do stanicy gdzie wielka uczta dla wielkich., odważnych bez zapałkowych wojowników oczekiwała.
ćwik. Tomek P.
szczep "Podhale"
![]() |
KPH |
![]() |
Czuwaj Druhostwo !
W imieniu KPH "Podhale i Rzeka" chciałam Wam podziękować za cudowny Biwak Dziekczynny na Kaszubach. My, Rodzice mieliśmy wspaniale spędzony czas. Nasze wspólne sobotnio-niedzielne ogniska pozostaną na zawsze w naszej pamięci.
Przebywając z naszymi harcerzami i harcerkami czujemy się wiecznie młodzi.
KPH Podhale i Rzeka
* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *
Kochani biwakowicze!
Bardzo dziękuje za wspaniale spędzony czas, za miłe chwile we wspólnym gronie, jesteście świetni!!!
Kochane dzieci, "córki" i "synowie", dziękujemy Wam, że jesteście, że jeszcze Wam się chce!!!
C A Ł U S K I ! ! !
Jadzia
p.s. kiedy i gdzie jest następny biwak?
![]() |
Galeria zdjęć |

![]() |
30 września 2011 |
Obrzęd: przejście Zuchów do Harcerek
Drużynowa dhna. Victoria:
Dh. Natalie i dh. Weronika przyprowadziły gromadę "Jaskółki" do klasy, gdzie była nasza drużyna "Potok". Przyniosły ze sobą też ich totem, na którym były imiona wszyskich zuchów należących do gromady w rou 2010/11. Poprosiłam, aby zuch Weronika i zuch Patrycja wystąpiły z szeregu, a następnie obcięły wstążki ze swoimi imionami dla nich na pamiątkę. Ten ważny moment w życiu zuchów zostały uwietrzniony na zdjęciach przez samą szczepowa phm. Agatę. Potem dh. Natalie pożegnała się ze swoimi dwoma zuchami, ale tym samym była zadowolona i dumna, że jej dzielne zuchy wkraczają w nowy etap życia harcerskiego. Powiedziała im, że będą one
bardzo zadowolone i pożyczyła im dużo nowych, fantastycznych przygód w nowej drużynie. Pozostałe zuchy pożegnały sie okrzykiem zuchowym: Zuchy, czuj!. Po pożegnaniu nowe harcerki wstąpiły do szeregu. Na poczatku ustawiły się na końcu, ale wzrostem niestety były wyższe od dh. Patrycji D. i niestety musiała ona znowu stanąć na końcu szeregu, kwitując to 4 słowami: "I znowu jestem ostatnia".
Gdy gromada "Jaskółek" opuściła klasę, nowe harcerki otrzymały chusty, którymi zawiązano im oczy, tak, aby nic nie widziały. Jeden zastęp wziął Patrycję R., drugi Weronikę na długą wycieczkę po pustyniach i lasach. Były one prowadzone przez ich zastępowe oraz harcerki należące do danego zastępu. Oprowadzane były po korytarzu, zakamarkach, klatkach schodowych, etc. Nowe harcerki wróciły do klasy skołowane. Wysmarowałyśmy im wtedy ręcę specjalną maścią (kremem do rąk), a następnie wymalowałyśmy twarze flamastrami. Po podsłonięciu oczu nastąpiło oficjalne przywitanie honorowym hasłem harcerek:
kilkakrotne: |
Czuj, Czuj .... Czuwaj! |
| Czuj, czuj… Czuwaj! | |
| Czuj, czuj… Czuwaj, czuwaj, czuwaj! |
p.s. Tydzień później na zbiórce do drużyny harcerek dołączyła jeszcze zuch Claudia i okazało się, że Patrycja D. już nie jest ostatnia i nie jest najniższa.
"Oczami zucha" Patrycji R.:
"Jadąc na zbiórkę wiedziałam, że będę miała obrzęd przejścia do harcerek. Już się nie mogłam doczekać i bardzo się z tego powodu cieszyłam. Poszłam do swojej gromady. Nasza drużynowa dała nam za zadanie n
arysować mapę szkoły i zaznaczyć na niej ukryte kokardki dla nowych zuchów, które dzisiaj przechodzą od skrzatów. Trochę nam to zajęło, ale w końcu się skończyłyśmy. Po ukryciu kokardek, całą gromadą poszłyśmy do gromady "Rybki". Oni już na nas czekali. Nastąpiło uroczyste przejście 4 skrzatów, a następnie obrzęd. Ja nie mogłam sie już doczekać mojego przejścia. W końcu nadszedł ten moment. Poszłam z moją gromadą do harcerek. Razem ze mną przechodziła Weronika oraz Claudia, której nie było na zbiórce. Najpierw kazali nam odciąć wstążki z naszymi imionami z zuchowego totemu, a potem zawiązali oczy chustami. Zakręciły nas w koło i wyprowadziły na korytarz oprowadzając po szkole. Po powrocie wymalowały nam twarze oraz wysmarowały nasze ręce bardzo dużą ilością kremu. Czułam, że wymalują mi twarz, ale nie przypuszczałam, że wysmarują mi też i ręce. Miałam tyle tego kremu, że musiałam podzielić się nim z harcerską Karoliną.
Było SUPER!!!!"



















































